Szacunek między nauczycielem a uczniem.

Pamiętam to jak dziś. Jedne z pierwszych zajęć z analizy matematycznej. Pojemne olsdchoolowe audytorium na wydziale Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej. Tablica kredowa rozciągająca się na całą szerokość sali. Stare drewniane meble. Twarde krzesła. Zapach twierdzeń i definicji unoszący się w powietrzu. Mężczyzna około 50 roku życia stojący przy tablicy w szarym garniturze i krawacie z czasów PRL-u. Jego retoryka wskazuje na ogromną pewność siebie. Nie kwestionuję jego wiedzy. W końcu przed jego nazwiskiem można znaleźć szereg skrótów oznaczających tytuły naukowe. 
Wykład miał trwać około dwóch godzin. Dwie godziny ględzenia jednego człowieka na sali, w której mieści się ponad setka osób. Mimo to miałem ogromny zapał do wchłaniania wiedzy. Śledziłem z zainteresowaniem wszystkie zapiski pojawiające się na tablicy. Nie wszystko jednak rozumiałem. Postanowiłem zdobyć się na odwagę, aby zadać pytanie. Wykładowca stał tyłem do nas. Nie było szans, aby zauważył moją uniesioną rękę. 
Rzekłem zdecydowanym głosem:
– „Przepraszam. Czy mógłby Pan wyjaśnić przedostatnią…” 
– „Słucham?” – odparł wykładowca.
Zamarłem. Autentycznie zamarłem. Ton głosu, wzrok, mowa ciała zwiastowały, że zaraz dostanę solidne opierdol.
– „Jaki Pan? Jestem profesorem !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”
Reszty nie potrafię zacytować. Nie pamiętam dokładnie, co mówił profesorek. Było tego więcej. Pamiętam jedynie emocje, które się we mnie kotłowały. Czułem się jak gówno. To był ostatni raz, gdy pojawiłem się na wykładzie tego człowieka. Nie chciałem uczyć się od kogoś, kto mnie nie szanuje. Kropka. Mało tego. Gardziłem tym człowiekiem. Gdybym miał okazję wywinąć mu jakiś numer po złości – zrobiłbym to. Miałem wtedy 19, może 20 lat. Nie postrzegałem wtedy życia jak teraz. 

Historii takich jak ta mam wiele. Nie tylko ze szkoły. Wczoraj stojąc w tramwaju zostałem popchnięty przez starszego mężczyznę, który chciał wyjść z pojazdu. Odezwałem się do niego:
– „Proszę Pana, czy nie lepiej jest powiedzieć przepraszam, zamiast mnie popychać?”
– „Gówniarzu, nie nauczyli Cię kultury? Nie zwraca się uwagi starszym.” – odpowiedział zirytowany.

Mam ogromne wrażenie, że większość naszego społeczeństwa uważa, że szacunek do starszej osoby polega na tym, że mogą one robić wszystko, a my – młodzi, mamy się zamknąć. Mama wychowała mnie na człowieka, który nie da sobą pomiatać. 

Rozpoczynając pracę w szkole postanowiłem znaleźć sposób na to, aby moja relacja z uczniami była oparta na zdrowym szacunku. 

Czym jest szacunek?

Gdy zadałem sobie do pytanie, pomyślałem: „Cholera… nie wiem”. Zerknąłem zatem do słownika Języka Polskiego. Według niego szacunek to stosunek do osób lub rzeczy uważanych za wartościowe i godne uznania.
Nie wiem jak Ty, ale ja zmodyfikowałbym tę definicję. Słowo „wartościowe” mi tam nie pasuje. Szacunek należy się każdemu człowiekowi. Nie wiem, jak mierzyć wartość ludzi… Tak samo jak mierzyć wartość rzeczy? Wiadomo, że cena nie jest wyznacznikiem jakości. Przedmioty mogą mieć wartość sentymentalną. Zegarek za 10 zł po zmarzłej mamie będzie dla mnie cenniejszy niż Rolex, na którego zwyczajnie mogę sobie zarobić, jeśli go zapragnę.
Co zatem oznacza szacunek dla drugiej osoby? Czym jest szacunek dla samego siebie? Podzielisz się ze mną swoimi przemyśleniami na ten temat?

Ja uważam, że szacunek do siebie i do innych to traktowanie siebie i innych poważnie, czyli uznawać to, co jest dla nas lub dla kogoś ważne. Ludzie są różni. Rzeczy ważne dla mnie mogą nie być ważne dla Ciebie. I to jest ok. Uważam, że ważne są nasze potrzeby, myśli, uczucia i emocje. Ciało też można dorzucić do tego zacnego grona. Według mnie dostrzeganie swoich potrzeb jest szacunkiem do siebie, a szacunek do innych jest dostrzeganiem ich potrzeb.

Wydaje mi się, że w dzisiejszym świecie szacunek jest czym, co wymusza się na innych. Czymś, czego się żąda od tak. W naszej mentalności panuje przekonanie, że szanuje się ludzi starszych, rodziców, nauczycieli, polityków tylko dlatego, że nimi są. Rozumiesz, co mam na myśli? Z szacunkiem jest u mnie jak z zaufaniem. Trzeba je wypracować. Aby cokolwiek wypracować, należy ze sobą ROZMAWIAĆ. 
Gdy profesorek zakomunikował na początku wykładu, że jest bardzo dumny ze swoich osiągnięć, ciężko pracował na zdobyte tytułu i prosiłby, aby zwracać się do niego Panie Profesorze, to nie miałbym z tym problemu. Dzięki komunikacji dowiedziałbym się, co dla niego jest ważne. 
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak trudno jest nam – ludziom – ze sobą rozmawiać. Bardzo mnie to boli. Nauczycieli, którzy pytali o moje potrzeby, mogę wymienić na palcach jednej ręki.

Szacunek = dobroć

Szacunek dla siebie lub do innych jest dla mnie tożsamy z byciem dobrym.
Dobieram w swoim życiu takich ludzi, którzy celowo nie krzywdzą innych osób. To moje jedyne kryterium oceny. Nie jest dla mnie ważne to, jak wyglądasz, w co wierzysz, jaką masz orientację seksualną. Ważne dla mnie jest to, czy jesteś dobrym człowiekiem. Uczniowie nie zawsze wiedzą, co to znaczy być dobrym. Proces dorastania i dojrzewania jest długi. Podczas jego trwania kształtuje się w człowieku imperatyw. My – nauczyciele – powinniśmy być przykładem dla swoich uczniów. Staram się zatem z całych sił być dobrym człowiekiem. Dużo w życiu przeszedłem. Wyrządziłem w życiu dużo zła. Musiało upłynąć mnóstwo czasu zanim zrozumiałem, o co w życiu chodzi. 

W jaki sposób okazję szacunek swoim uczniom? Pozwalam im być sobą. 
Traktuję w sposób partnerski. Jesteśmy kumplami. Nie ma między nami formalizmów wynikających z roli nauczyciela i ucznia. Gdy mam ochotę – uczę w kapturze. Gdy jestem głodny – jem przy tablicy kanapkę. Żartuję, pozwalam sobie na dygresje, historie o życiu, rozmowy o świecie. Mówię im po imieniu. Witam ich słowem „siema”. Żegnam słowem „nara”. Powtarzam im, że są młodzi, piękni i inteligentni i że mają życie w swoich rękach. Oni także mogą chodzić w kapturze, mówić do mnie „siema”, przybijać mi piątki. 


Często pytam, co u nich. Jak mija dzień. Jak się czują. Czy mają jakieś potrzeby. Na moich lekcjach nie ma problemu z dzieciakami. Często na lekcji włączam im muzykę. Zazwyczaj wtedy, gdy pracują samodzielnie. Gdy ktoś nie może się skupić – zgłasza to i ją wyłączam. Reszta grupy to akceptuje. Staram się uczyć akceptacji i tolerancji dla cudzych potrzeb. Nadmienię, że muzyka, którą puszczam jest spokojna. Zauważam, że poprawia im koncentrację. Gdy jest głośno – puszczam muzykę i po chwili robi się cisza. Muzyka łagodzi obyczaje:) Zastanawia Cię, co puszczam uczniom? Poniżej link do kawałka, który lubią wszyscy – bez względu na wiek.

Na dziś to tyle. Pisanie prosto z serducha męczy. Mam nadzieję, że ten tekst skłonił Cię do refleksji.

4 thoughts on “Szacunek między nauczycielem a uczniem.”

  1. Marta Maćkowska

    Możliwe, że byłam na tamtym wykładzie, ale nie pamiętam tej sytuacji, nie pamiętam nawet jak nazywał się tamten profesor, a przecież ma tych tytułów tyle, ile ja nigdy w życiu nie zdobędę...
    Lubię czytać Twoje rozkminy i zazdroszczę dzieciakom, które mają zaszczyt uczyć się od Ciebie. Mama wychowała Cię na naprawdę dobrego człowieka. A jeśli chodzi o szacunek to popisuję się pod wszystkim co napisałeś. Dla mnie to obchodzenie się z ludźmi dokładnie tak, jak sama chciałabym, żeby się ze mną obchodzili. I nie jest istotne kim oni są i ile tytułów mają.

  2. Hmm... ważny temat poruszyłeś i podrzuciłeś mi zagadnienie do rozmów z uczniami na jutrzejsze zajęcia socjoterapeutyczne. Szacunek do drugiego człowieka przede wszystkim. Sama też podobnie się czułam jak Ty w trakcie studiów. Jak śmierć. Staram się pokazywać moim uczniom, że są dla mnie ważni i że obchodzi mnie, co u nich, jak się czują. Nie ukrywam, czasem jest ciężko, jak staję na przeciwko tak zbuntowanej osóbki. Wówczas myślę sobie, że to ja jestem ten dorosły, a on w trudnym momencie. Pozdrawiam i dziękuję za inspirację.

  3. Słucham cię dzisiaj w czasie [email protected] Wypowiedziałeś na głos wszystkie poglądy, które są również moimi ideami. Moje odczucia względem nauczania matematyki są zgodne z twoimi. Gdy w tamtym roku szkolnym dobrymi ocenami zjednywałam sobie uczniów, usłyszałam, że tylko kilka jedynek, zmusi ucznia do systematycznej pracy. Wiem, że to nie prawda. Robię swoje. Cieszę się, że ktoś myśli podobnie.

Dodaj Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *